MARCO BULGARELLI W POLSCE

Z przyjemnością przekazuję Wam zaproszenie na  spotkania w całej Polsce z MARCO BULGARELLI – Toskańczykiem, fotoreporterem, dziennikarzem i podróżnikiem, który zabierze nas w fotograficzną podróż po Toskanii i Rzymie. http://marcobulgarelli.com/                                   

Spotkania współorganizowała niesamowita Magda z  Italia poza szlakiem (italiapozaszlakiem.blog.pl )

Spotkania prowadzone będą w języku włoskim i polskim.

To dla mnie wyjątkowe wydarzenie z kilku powodów:  spotkanie z tak niezwykle  ciekawą osobą, jaką jest Marco Bulgarelli,  będzie to wspaniała okazja na obejrzenie Toskanii w obiektywie profesjonalisty, ale też dlatego że mój toskański sklep/pasja – Aromaty Toskanii (www.aromatytoskanii.pl)- ma zaszczyt być PARTNEREM  akcji spotkań z Marco w Polsce.

                                       aromaty_toskanii-logo-propozycja1

Zapraszam wszystkich serdecznie na te niezwykłe włoskie spotkania! Więcej informacji znajdziecie na blogu Magdy: http://italiapozaszlakiem.blog.pl/marco-bulgarelli-w-polsce-styczen-2015-r/

Saluti!

Reklamy

UKOCHANY WŁOSKI ŚWIĘTY

Dzisiejszy dzień to dzień Świętych. Myślimy głównie o zmarłych, ale ich święto, czas ich wspominania nadejdzie jutro. Dziś to Święci mają swoją fiestę.

A ja dziś pamiętam nie tylko o mojej patronce głównej, ale też o moich włoskich ukochanych Świętych, których życie i podążanie za Bogiem jest dla mnie źródłem podziwu i powodem do naśladowania. Najważniejszych, których mogę wymienić to oczywiście Św. Ojciec Pio, Św. Rita, Św. Klara czy też Św. Katarzyna ze Sieny.

Jest jeszcze jeden, szczególny Święty, z Włoch, związany bardzo mocno z samą Toskanią, który od dzieciństwa był mi zawsze wyjątkowo bliski, ważny, taki – „mój” święty…

To Św. Franciszek (Saint Francis)

                                                             painting-of-st_-francis
Jest mi bliski z wielu powodów:

  • Pierwszy – to taki, ze jest moim patronem od urodzenia (tak, tak, na drugie imię rodzice dali mi Franciszka).
  • Drugi – że był wrażliwy na otaczający go świat a szczególnie dlatego, że miał niezwykły kontakt ze zwierzętami, szanował je i chronił; rodzice moi, gdy w dzieciństwie zaczepiałam każde zwierzę i rozczulałam się na widok dżdżownicy – zawsze wzdychali: „ach… nasza Franciszka”. No cóż, imię zobowiązuje 🙂
  • Trzeci – że wyzbył się rzeczy doczesnych, jak mówi fresk Giotta w bazylice w Asyżu – „poślubił Panią Biedę”
  • Czwarty – niezwykle kochał Boga, ale ta miłość była nie jedynie „na języku”, ale objawiana przede wszystkim własnym życiem

We Włoszech, całe wycieczki pielgrzymują do Asyżu, w sąsiadującej z Toskanią – Umbrii, gdzie urodził się i żył Franciszek. Pojechałam tam i ja, podczas ostatniej wizyty w Umbrii, nie wyobrażałam sobie nie odwiedzić miejsca „mojego” Świętego.

IMG_0097 (2)
Trochę rozczarowałam się. Bazylika jest piękna, freski zachwycały, ale ta ilość ludzi, ten dziki tłum, który strzela sobie foty i biegnie dalej – tak stało dla mnie w sprzeczności do tego, co głosił sam Franciszek. Gdyby wiedział…. Gdyby widział…. Nie sądzę, ze chciał, aby to miejsce spełniało taką funkcję…
My snuliśmy się po górnym i dolnym kościele, wraz z dziećmi, którym szeptałam do ucha opowieści o Franciszku. Każdy z nas zwracał na co innego uwagę, a w kryptach, gdzie leżą relikwie Świętego zamilkliśmy wszyscy. Nie ma co powiedzieć. Raczej chce się tak trwać.
Dłużej zatrzymałam się przy fresku „Biedaczyna z Asyżu przemawia do ptaków”. To zobrazowanie sytuacji, która mnie zawsze rozczula.

                                     601.0
„Święty Franciszek pozdrawiał napotkane ptaki w stadach tak, jakby były istotami rozumnymi. A że ptaki nie zrywały się do ucieczki, podchodził do nich, dotykał ich główek tuniką i wzywał, by posłuchały słowa Bożego. Mówił do ptaków: „Bracia moi! Winniście chwalić i zawsze kochać swojego Stwórcę, który ubrał was w pióra i dał wam skrzydła do latania. Bo przecież On uczynił was najbardziej wolnymi spośród wszystkich stworzeń, i przydzielił wam czyste powietrze na mieszkanie. Nie siejecie ani nie żniwujecie, a On wami rządzi bez waszej troski”. Na te słowa ptaki wyciągały szyje, rozpościerały skrzydła, otwierały dzioby i uważnie patrzyły na niego.
Innym razem święty Franciszek przybył do pewnego miasta zwanego Alviano, by głosić kazanie. Ludzie przybyli z radością, by słuchać co im powie Franciszek, ale nic nie usłyszeli z powodu jaskółek, które właśnie w tym miejscu zaczęły budować gniazda i bardzo świergotały. Wtedy Franciszek zwrócił się do nich, mówiąc: „Siostry moje, jaskółki, już czas, żebym i ja mówił, ponieważ wyście już dosyć się namówiły! Słuchajcie słowa Bożego i bądźcie cicho, aż do skończenia słowa Pańskiego”. Jaskółki zamilkły i nie ruszały się z miejsca, aż całe kazanie się skończyło. A wszyscy ludzie, którzy to widzieli, wychwalali Boga.”
Źródło: Stacja 7

Tłumy więc od lat ciągną do Asyżu, mało jednak kto wie, że to w Toskanii jest miejsce, gdzie żył wraz z innymi braćmi zakonnymi Franciszek. Miejsce, gdzie miały miejsce najważniejsze wydarzenia z Jego życia.

To sanktuarium LA VERNA, na wschodzie Toskanii.

IMAG0029

Nie znalazłam go w żadnym przewodniku, nie słyszałam o nim wcześniej. Gdyby nie wizyta w Sansepolcro, do którego przyjechaliśmy do Anity I Krzysztofa, do ich toskańskiego, pięknego domu, nie wiedzielibyśmy o jego istnieniu. To Krzysztof z Anitą opowiedzieli nam o La Verna. O niezwykłej atmosferze zadumy w tym miejscu, o tajemniczych zakątkach klasztoru i najważniejszych punktach życia Franciszka. O niesamowitych okolicznościach przyrody otaczających Sanktuarium.

Nie mogłam się powstrzymać. Pojechaliśmy. Miejsce bije na głowę Asyż i całą resztę. Jest rzeczywiście niezwykłe i oddaje styl życia Św. Franciszka. Byliśmy tam jesienią, w październiku, więc turystów było niewiele. Wjechaliśmy w boczną drogę, wokół stary ciemny las. Zatrzymaliśmy się wcześniej, na parkingu i powędrowaliśmy w środek lasu, do sanktuarium. Wokół drzewa, ptaki i cisza. Obezwładniająca cisza. Klasztor wraz z przyklasztornymi budynkami i grotami zbudowany jest na skale. Z jednej strony Sanktuarium, skała ostro opada w dół, tworząc płaską ścianę i niesamowite urwisko. Widok jest niesamowity.

IMAG0050

IMAG0051
Snuliśmy się po korytarzach klasztoru, oglądając stare freski obrazujące życie Świętego, a franciszkanie w swoich zgrzebnych habitach przechodzili obok nas w ciszy i tylko szum szat obijających się o ich nogawki słyszeliśmy co jakiś czas. To tam jest pierwsza cela Franciszka. To tam jest skała, na której klęcząc Franciszek otrzymał stygmaty. Tam jest grota, z kamiennym łożem, na którym spał Franciszek. To tam, w kościele – leży oryginalny, porwany habit Franciszka oraz bandaże z jego rąk ze stygmatami. Tam żył, modlił się, zbierał zioła i gromadził wokół siebie braci.

IMAG0063

IMAG0060

IMAG0037

IMAG0067              IMAG0073
Tym, którzy się tam wybiorą, wspomnę, ze warto wejść w małe drzwiczki, mieszczące się w połowie korytarza. Zwykle zwiedzający omijają je niezauważone, a będzie to niezwykła niespodzianka.

                                                         IMAG0061
Chodząc po całym Sanktuarium, po dróżkach, skałkach, grotach i kaplicach, nie odzywaliśmy się do siebie ani słowem.
Słowa były zbędne.

Pochwała Stworzenia

Uczyń mnie, Panie, narzędziem Twojego pokoju,
Bym, tam, gdzie jest nienawiść – zakorzeniał miłość,
Tam, gdzie obraza – wznosił przebaczenie,
Tam, gdzie błąd panuje, bym przynosił prawdę,
Tam, gdzie jest wątpienie, żebym krzewił wiarę,
Tam, gdzie jest rozpacz, bym budził nadzieję,
Tam, gdzie są ciemności, zapalał światło,
A tam, gdzie smutek, żebym wnosił radość.
Spraw, Panie, żebym nie o to zabiegał,
By mnie pocieszano, lecz żebym pocieszał,
Nie szukał zrozumienia, lecz żebym rozumiał,
Nie pragnął być kochany, ale żebym kochał.
Albowiem
Siebie dając – coś się otrzymuje,
Siebie zapomniawszy – można znaleźć siebie,
Innym wybaczając – doznam przebaczenia,
A umierając – zmartwychwstaję wiecznie.

                                      św. Franciszek z Asyżu

JESIEŃ I TĘSKNOTA.

Najbardziej tęsknię za Toskanią jesienią.
Jesienią jest tam najpiękniej. Być tam jesienią jest najwłaściwiej.

Jesień pachnie dojrzałością, obfitością. Jest magią kolorów – już nie pstrych, jarmarcznych, ale głębokich, nasyconych, kolorów wina, ziemi, ciepłego zachodzącego słońca, ognia.

Jesień pachnie mgłą. Melancholią. Tęsknotą za czymś/ za stanem pożądanym.

Jesień zaprasza do zwolnienia. Rytmu dnia, rytmu zajęć, rytmu kroków, rytmu serca.
Jesień przynosi owoce, smaki pełne, wyraziste, obfite, napełnione oczekiwaniem na właściwy czas. Smaki soczyste, pełne słodyczy, noszące w sobie całe słońce Toskanii , pod którym dojrzewały latem. Jakby nagradzały za to oczekiwanie na ich gotowość.

IMG_9877
Wspominam moją jesień w Toskanii 5 lat temu. Była niezwykła, choćby dlatego, ze wyjechaliśmy tam z naszym niespełna 4- miesięcznym synkiem. To była niezwykła wyprawa. Skierowaliśmy się wtedy pod Cortonę, do cudownej Anny – typowej włoskiej mamma, która – mieszkając obok wynajmowanej nam agroturystyki – przynosiła nam codziennie świeżą sałatę z ogródka i „uova” od własnych kur. Nie umiała ani słowa po angielsku, my pojedyncze słowa po włosku – ale dogadywaliśmy się znakomicie. Jak? Nie mam pojęcia.

IMG_3612
W październiku w miasteczkach toskańskich było mniej turystów, tych nazywanych przeze mnie „przypadkowych”. Było bardzo ciepło, ale słońce już nie parzyło, więc można było całe dnie przecierać szlaki etruskie. Niezwykła Cortona z krętymi uliczkami, wciąż pod górę, pełna kotów, Montepulciano, gdzie Enoteki kusiły zza każdego rogu, Val d’Orcia – kraina pejzaży – sprawiająca wrażenie nierealnej, a jednak istnieje. I najmilsze mi Montefollonico – z wąskimi uliczkami, pustymi za dnia – tak, że wydawało się wymarłe, gdzie mieszkańcy wychylając się z okien przed sjestą, widząc nas, od razu wołali „Buongiorno”, jakbyśmy byli starymi przyjaciółmi. A koty nic sobie nie robiły z naszej obecności, zastygając jak posągi na schodach.

IMG_4279

IMG_4455IMG_3710

I to cudowne jedzenie, ze świeżych produktów w „La Botte Piena”, gdzie właściciel nosił mojego synka na rękach, abym mogła spokojnie delektować się znakomitą pastą – ręcznie robioną oraz panna cotta na deser.

IMG_4542IMG_4552IMG_4547

A potem wygrzewanie się w jesiennym, włoskim słońcu, w naszej agroturystyce, gdzie słoneczniki chyliły się do ziemi, tak dojrzałe i pełne dobroci w samym środku. Spacerując wśród nich, gdy usypiałam synka w chuście, na swojej piersi, miałam wrażenie, ze kłaniają mi się, jak orszak powitalny.

IMG_3860

IMG_0265

Kiedyś myślałam, że szczytem szczęścia jest tam zamieszkać. Cały czas jest to cel, który czeka na realizację. Tylko teraz, po tylu latach odwiedzania „mojego” miejsca czuję, że nie jest to niezbędne do szczęścia.
Bo przecież szczęście to tak bardzo wewnętrzne, osobiste doznanie. Tak niezależne od miejsca, ale raczej zależne od stanu umysłu. To odkrycie przestało powodować ściskanie w dołku, zniknęło poczucie żalu, że mnie tam nie ma na stałe.
Poza tym mam za czym tęsknić. Czy czułabym takie podekscytowanie będąc tam na miejscu? Nie wiem.

Ale wiem ze mam na co czekać, że miło jest planować następną podróż i że te „motyle w brzuchu” są za każdym razem.
I coś czuję że tęsknota wzbiera we mnie, w ostatnich tygodniach, dopominając się o nasycenie.

Lubię czuć tą tęsknotę.
Dodaje życiu smaku.
I już teraz jest bez goryczy. Dojrzała.
Jak jesień.

Czas znów wyruszyć w drogę.

IMG_4502

POŻEGNANIA I POWROTY.

Kilka dni temu pojawiła się informacja o śmierci Igora Mitoraja – światowej sławy rzeźbiarza, Polaka (przynajmniej w połowie), o historii przedziwnej i talencie ogromnym.

Informacja jedna z wielu w świecie mediów, ktoś mógłby rzec, że codzienna.
Informacja, która niespecjalnie powinna mnie nawet obchodzić.
Gdyby nie to, że o Igorze Mitoraju dowiedziałam się w tym roku. Oczywiście gdy pojechałam kolejny raz do Toskanii.

Pamiętam ten lipcowy, deszczowy dzień, gdy wybrałam się na spotkanie biznesowe, niedaleko Pizy. Ze względu na to, ze jedna z filii firmy, z którą miałam współpracować, mieściła się w miasteczku 7 km dalej, zdecydowałam się pojechać. Miał to być rekonesans przed rozpoczęciem współpracy z Toskańczykami, a okazał się pełną wrażeń estetycznych wyprawą.

IMG_0396
Mam na myśli miasteczko PIETRASANTA, małe i nierzadko nie ujmowane nawet w przewodnikach po Toskanii. Nie ma tam zbyt wiele do zwiedzania, gdyby nie to, ze całe miasteczko ozdobione jest rzeźbami w przestrzeni. Chodzenie po Pietrasancie – to jak wycieczka po muzeum rzeźby pod gołym niebem. Nie jest to przypadek, ze Pietrasanta stała się mekką rzeźbiarzy i artystów. Podobno już sam Michał Anioł przyjeżdżał tam po osławiony biały marmur, wydobywany w niedalekiej Carrarze,  który to materiał znany jest z budowy licznych zabytków na terenie Toskanii oraz wykorzystywany przez współczesnych artystów.

Zachwycaliśmy się każdym kolejnym napotkanym dziełem, a wokół nas – mieszkańcy miasteczka wracali z pracy, nieśli świeże warzywa ze sklepu, ucinali pogawędki z sąsiadami, wyprowadzali psy na spacer. Ot, zwykłe życie. Wśród niezwykłych rzeźb.

Doczytałam (jeszcze w samochodzie) o tym, ze od półwiecza w Pietrasancie pomieszkuje nasz polski rzeźbiarz Igor Mitoraj. Że ma w miasteczku swoją pracownię, a jego rzeźby także ozdabiają ulice miasta. Nie ukrywam, że cicho liczyłam, że może spotkam go przypadkiem gdzieś wśród uliczek miasta, właśnie w tym dniu. Teraz wiem, że na pewno go już nie spotkam…
Na rynku głównym, dokładnie w miejscu, gdzie odnalazłam filię firmy, jakiej szukałam – stoi (leży) jedna z jego rzeźb.

IMG_0400
Jak gdzieś przeczytałam: „Odwołując się, nawet dosłownie (niekiedy już w tytule rzeźby: Ikar, Tyndareus, Centauro, Eros, Mars, Gorgona, Paesaggio Ithaka), do mitologii lub historii Grecji i Rzymu, niejako „cytuje” piękno i idealne proporcje rzeźb klasycznych, jednocześnie uzmysławiając odbiorcy ich ludzką naturę i niedoskonałość poprzez umyślne spękania i uszkodzenia powierzchni posągów, a nawet powalenie ich na ziemię. Mityczni bohaterowie, zranieni, niedoskonali patrzą niemo na widza pustymi oczodołami, często zakryci całunami, niczym istoty ranne lub kalekie, niejednokrotnie niemi – z ustami zakrytymi tkaniną.”

I rzeczywiście – nie przechodzi się obok tych rzeźb obojętnie. Reakcja waha się od fascynacji do niepokoju, ale sprawia, że zatrzymujesz się, choćby na chwilę, że nie odwracasz wzroku, czy sztuka cię interesuje czy nie.

Igor_Mitoraj,_Valencia_2006pap_igor_mitoraj_cb_600

10653297_451985314939775_9047618198480918291_n

IMG_0417

z16758586Q,Rzezby-Igora-Mitoraja-przed-Muzeum-Prado-w-Madryci

5474940_igor-mitoraj-w-agrigento

gUFxZ6DZ-3000-2327_774_600_90_int igor_mitoraj_10 Igor_Mitoraj_St_Jean_le_Baptiste
Elementem charakterystycznym prac Mitoraja są usta, które zawsze mają kształt ust autora i stanowią rodzaj „podpisu” rzeźbiarza na dziele. Chcę wrócić, aby móc przeczytać ponownie ten podpis, a może i testament Mitoraja.
Podobno powiedział kiedyś: „…chciałbym się roztopić w którejś z moich rzeźb i po prostu się rozpłynąć”.
I mam nadzieję, Panie Igorze, że tak się stało.

10628929_857984750880584_4249280334754259967_o

Theatro del Silenzio, Tuscany,

rzeźba – Igor Mitoraj

wywołana do tablicy – Liebster Blog Award

Rzucono mi wyzwanie – podniosłam rękawicę i oto jestem. 🙂

http://italiapozaszlakiem.blogspot.de/2014/10/liebster-blog-award-teraz-juz-wiem-o-co.html

Potraktuję to jak kredyt zaufania – Magda – dziękuję! 🙂

Blogerka ze mnie na razie żadna, choć rzeczywiście, mam nadzieję, że rozkręcę się bardziej  ku uciesze własnej i innych. Tymczasem – otrzymałam 7 pytań, na które udzielę 7 odpowiedzi, jak sobie Magdo życzysz:

1. Najpiękniejszy język świata to ….
Tak… gdybym nawet chciała odpowiedzieć inaczej to…. włoski. (ale nie chcę). Oczywiście kocham też dźwięk francuskiego, ale jednak włoski jest tak…. zmysłowy, miękki, rzekłabym seksowny, a zarazem „masuje” półkule mózgowe…. podobnie jak z elfickim – to język, który przenosi w inną rzeczywistość. Tylko jeszcze chciałabym sprawnie nim mówić 😉
IMG_7269
2. Spodnie czy sukienka?
Spodnie w Polsce, sukienka (i to niejedna) w Italii. Nie może być inaczej. Choć chciałabym częściej sukienkę (czyli częściej do Italii poproszę).
IMG_0629
3. Bloguję, bo…
… bo budzą mnie słowa,  z nimi zasypiam, dusze je w sobie, a potem skrobię je w notesikach, na serwetkach w kawiarni, na skrawkach papieru w samochodzie, na czerwonym świetle… Dlatego chciałam miejsce, gdzie mogę je wszystkie wypuścić na wolność, dać im pohasać do woli,  z moją toskańską pasją w tle.
IMG_0156
4. Mogłabym mieć dom z widokiem na: morze / góry / jezioro / las / miasto / coś zupełnie innego.
Dom z widokiem na winnicę lub gaj oliwny – bez dwóch zdań. To widok jaki zapewniam sobie corocznie, wyjeżdżając do Toskanii. Lub widok na aleję cyprysową prowadzącą wprost do drzwi mojego kamiennego domu. Tak sobie wymarzyłam – i tak (wierzę) – będzie. Przecież marzenia są po to, aby je realizować, czyż nie?
IMG_0583
5. I speak polish what’s your superpower?
No i właśnie. Moi włoscy przyjaciele twierdzą ze mam „toskańską duszę”. A Rosita z Positano twierdziła, że czuje podobieństwo mojej natury, do tej typowo włoskiej – spontanicznej, otwartej, entuzjastycznej.
Complimenti, wiem.
Ale dobrze jest to usłyszeć i potwierdzić w sobie, ze za to się lubi i to moja wewnętrzna moc.
IMG_7728
6. Wolisz jeść czy gotować?
Zawsze lubiłam jeść. Ale żeby jeść, trzeba ugotować 🙂 Od czasów mojego wegetarianizmu idzie mi z gotowaniem coraz lepiej, a ostatnio – metodą uważności –  delektowałam się przygotowywaniem jedzenia (była to własna pizza z bakłażanem, cukinią, pomidorami, figami i rukolą). Zaryzykowałabym stwierdzenie, ze lubię biesiadować. Być z innymi przy jedzeniu. dzielić się nim i wymieniać zachwytami. I doznawać różnymi zmysłami tego, co jem.
IMG_7521
7. Na emeryturze zamieszkałabym w …
Mam nadzieję, ze jeszcze przed emeryturą! 🙂 Toskański, tradycyjny dom na wsi, może być do remontu – to  moja pozycja nr 1 na mojej „bucket list”.
IMG_0119

Szczęście.

Sansepolcro, Tuscany, 3.10.2012

Pamiętam słowa Chrisa Gardnera z ‚Pogoni za szczęściem”. pisał o tym, ze „szczęście” nie jest stanem permanentnym, ale że zwykle całe nasze wysiłki, działania i dążenia „gonią” za szczęściem. Aż w końcu pojawia się ta krótka chwila, czasem moment – i wiemy wtedy doskonale, że jesteśmy w takim momencie na wskroś szczęśliwi.

Poczułam to.

Weszłam do średniowiecznego domu w Sansepolcro. Do Capelli, naszego rocznicowego pokoju.

Stanęłam.

zachwyciłam się.

Zapaliłam światła, obeszłam, dotknęłam, omiotłam wzrokiem. Sprawdziłam miękkość łóżka, gładkość starej podłogi, zajrzałam przez okno. I nie wierząc jeszcze, że tu jestem , że w końcu „dopięłam swego”,  szepnęłam: „jestem szczęśliwa…..”

to była TA chwila. Na pewno. Czułam to od opuszków palców przez każdy kosmyk włosa, do stóp stojących boso na starym, pięknym cotto.

To jest ta chwila.

Teraz.

(wspomnienie rocznicowego pobytu w pięknym L’ebrario Anity i Krzysztofa, w toskańskim Sansepolcro)

IMG_1123

Poetycko

Józef Baran WIERSZE Z TOSKANII

Na plaży w Forte dei Marmi

piszę by sam sobie udowodnić
że istnieję na tej Ziemi
przez którą przemykamy cienie
anonimowi i niemi

dopiero co tędy szli brzegiem
Etruskowie Rzymianie Włosi
zapisali bose stopy na piasku
został tylko po nich wieczny piasek
i wzburzony poszum morza

przybyłem
by odcisnąć też ślad na plaży
choć wiem jak bardzo kruchy
rozsypie się w drobny mak
lub zostanie za chwilę rozdeptany
jak ślady po naszych miłościach
trwające w sercach przez moment

chyba że niepojęty Bóg
w swojej dobroci nieprzebranej
odtworzy kiedyś wszystkie ślady
i zabezpieczy je na wieczne trwanie

 

p.s. znalezione przez Gosię. Dziękuję.

Buongiorno :)

….Zaprosiłam kota na kolana. U stóp leży wtulony pies. W ręku kieliszek wina z zaprzyjaźnionego Agriturismo w samym centrum Chianti – ciepło rozchodzi się po całym ciele. Czytam. Znów kolejna książka rodem z Italii, znów wspomnienia splątane z marzeniami i celami.  Im częściej jeżdżę pod toskańskie niebo, tym bardziej pragnę tam wrócić.

Nienasycenie mi towarzyszy. I wciąż ta tęsknota. Zostawiłam już tam część siebie.

Wracam więc nieustannie w to miejsce na ziemi, które skradło mi już serce na zawsze. A gdy jestem u siebie, gdy tęsknota nasila się nieuchronnie, a ja zaczynam znów przeglądać zdjęcia, opisy, blogi, książki i strony włoskie – czuję, że potrzeba mi opisywać po swojemu te miejsca, wrażenia, napotkanych ludzi, towarzyszące temu emocje – tak, jak opisywałabym najlepszego przyjaciela, z  pewną dawką subiektywizmu, czasem z przymrużeniem oka, ale zawsze z ogromną czułością.

To miejsce jest właśnie po to.

Witaj w moim toskańskim świecie .

Benvenuti!  🙂

Obraz 064